niedziela, 20 stycznia 2013

O tym co mi się upiekło przed Świętami cz. 3 - Karmelowy migdałowiec

Słodki jak licho, przełamany delikatnym słonym posmakiem - który  wyraźnie się wyczuwa. Fantastycznie się oba te smaczki uzupełniają co jest wyjątkową zaletą tego deseru. Do tego chrupiąca warstwa prażonych migdałów - poezja.
Jest to  jedno z długiej listy ulubionych ciast mojego męża. Przepis siostry Anastazji mocno przeze mnie zmodyfikowany.
 
Potrzebujemy:
2 duże 1 małą paczki krakersów Lajkonik / w zależności jaką mamy blachę może starczy 2 paczki
10 dag płatków migdałowych - uprażonych na lekko złoty kolor na suchej patelni
galaretka cytrynowa rozpuszczona w niecałej szklance wrzątku
0,5 litra śmietanki tortowej 30 %
cukier puder do bitej śmietany do smaku ok. 1/2 szkl.
25 dag masła lub margaryny wg upodobań
1 puszka mleka skondensowanego słodzonego - ugotowana przez 2,5 - 3 godz w garnku na małym ogniu - otwieramy puszkę jak karmel w środku wystygnie - lub gotowa masa karmelowa z puszki- ja wolę zrobić ją sama
 
 
Moja ulubiona masa budyniowa- robi się ja troszkę inaczej niż zwykle- warto się pokusić bo jest pyszna
 
Masa budyniowa:
1,5 szkl. mleka
5 żółtek
3 łyżki mąki zwykłej
3 łyżki maki ziemniaczanej
20 dag cukru
cukier waniliowy
25 dag masła pół na pół z margaryną np Bielską
 
Zagotować mleko, odlać 3/4 szkl i wystudzić - utrzeć żółtka z cukrem i cukrem waniliowym oraz   z obiema mąkami na gładką masę rozprowadzić wystudzonym mlekiem. Połączyć z resztą mleka - zagotować ciągle mieszając do uzyskania .gęstego budyniu. Wystudzić i utrzeć z tłuszczem. Można dołożyć alkoholu dla polepszenia smaku.
Cała tajemnica smaku tkwi w tym przegotowanym i ostudzonym mleku. :)
 
Spód blachy wyłożyć warstwą krakersów. Na to masa budyniowa i znów warstwa krakersów. Następnie karmel z puszki zmiksowany z masłem lub margaryną. /należy miksować dość zimny tłuszcz dodając po łyżce karmelu./ Znów warstwa krakersów - na koniec śmietana ubita z cukrem pudrem i tężejącą galaretką - wierzch posypujemy obficie prażonymi migdałami.
 
Ciasto wędruje do lodówki i tam je najlepiej trzymać przez cały czas- musi sobie poleżakować kilka godzin albo najlepiej do dnia następnego. Po tym czasie kroi się jak zimne lody i do gorącej kawki smakuje wybornie.
Polecam.
 

 
 
 
 
 

sobota, 5 stycznia 2013

O tym co mi się upiekło... przed Świętami - czyli "Aspirynki z kremem orzechowym" cz.2

Przepis znalazłam na moim ulubionym "Wielkim Żarciu" biegam tam sobie od czasu do czasu po smakołykach i trafiam na takie oto perełki.

ASPIRYNKI Z KREMEM ORZECHOWYM

Ciasto:
37 dag mąki
22 dag margaryny
3 żółtka
2 łyżki śmietany 18%

Mąkę przesiać, dodać pozostałe składniki, posiekać dokładnie nożem i zagnieść ciasto. Schłodzić w lodówce ok. 15 minut.
Z ciasta wycinać kółka kieliszkiem do wódki lub literatką ( średnica ok. 3 cm), posmarować lukrem (nie musimy wszystkich można polukrować połowę) i piec w nagrzanym piekarniku w temperaturze 180 st., około 15-20 minut na złoty kolor.

Lukier:
1 białko
12 dag cukru pudru

Białko połączyć z cukrem pudrem i ucierać do białości.


Masa orzechowa:
20 dag orzechów włoskich
1 szklanka mleka
1 kostka masła (200 g)
1 szklanka cukru

Orzechy zemleć w maszynce na wiórka i zalać szklanką bardzo gorącego mleka, pozostawić do napęcznienia i ostygnięcia.

Masło utrzeć z cukrem, dodawać porcjami orzechy, schłodzić w lodówce.
Po ostygnięciu przekładamy masą środek składając do siebie dwa ciastka lukrem odwrócone na zewnątrz..

Masą smarujemy boki ciastek i obtaczamy w orzechach lub kokosie.

Foto zapożyczone z WŻ


 
i moje foto :)
 
 

piątek, 28 grudnia 2012

O tym co mi się upiekło... przed Świętami - czyli "Adwokackie rurki z kremem" cz.1

Zdmuchnęłam grubaśną warstwę kurzu na moim blogu i zasiadłam sobie wygodnie z gorącą kawusią  aby postukać w klawisze komputera- teraz bez wyrzutów sumienia mam na to czas, błogi czas leniuchowania i nic nierobienia  po przedświątecznym maratonie robótkowo-domowo-pracowym - (choć przez dwa dni - bo w kajeciku kolejne zamówienia rękodzielnicze spisane skrzętnie czekają na realizację)
Obiecałam koleżance że podzielę się przepisami na to co upiekłam- od niej też mam dostać nowości więc będzie sie działo i to już wkrótce.
Oto niezawodny przepis na:

ADWOKACKIE RURKI Z KREMEM

Ciasto:
3 szkl. mąki
1 margaryna
1 szkl. kwasnej śmietany
2 żółtka
2 łyżki cukru pudru
1 łyżka cukru waniliowego

Mąkę przesiać i posiekać z zimną margaryną dość dokładnie - dodać resztę składników i zagnieść szybko zwarte ciasto. Rozwałkować na grubość ok 0,4-0,5 cm (lubię kiedy ścianki rurki sa cienkie- ale też nie za cienkie bo wtedy szybko się spiekają na złoty kolor i w smaku są gorzkie - nie znoszę natomiast grubej warstwy ciasta wtedy zdarza sie że rurka jest niedopieczona - trzeba to sobie samemu wypraktykować) pociąć radełkiem na paski szer ok 3 cm i dł. ok 20-25cm.
Metalowe rurki owijać ciastem po lekkim skosie zakładając nieco jedną warstwę na następną - zaczynając od węższego końca rurki.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180st przez 15-20min. Upieczone rurki wyjąć z piekarnika- chwilke odczekać i ostrożnie zdejmować z foremek. Zostawić do wystudzenia.

Krem:
0,5 litra mleka
1 kostka margaryny lub masła (wg uznania)
0,5 szkl cukru pudru
0,5 szkl likieru jajecznego Advocaat
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej
cukier waniliowy

Połowę mleka zagotować z cukrem waniliowym i cukrem pudrem. Resztę mleka wymieszać dokładnie z mąką pszenną i ziemniaczaną wlać do gorącego mleka i ciągle mieszając ugotować budyń. Budyń wystudzić i zmiksować z tłuszczem - pod koniec dodawać porcjami likier jajeczny i wszystko dokładnie zmiksować. Gotowym kremem przy pomocy szprycy lub rękawa cukierniczego napełniać rurki. Posypać cukrem pudrem. Polecam



 

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Magiczne miejsce

Historia zatoczyła koło. Minął rok od mojego pierwszego wpisu na tym blogu. Uświadomiłam to sobie gdy pewnego popołudnia zobaczyłam nad swoją głową klucz żurawi. Był niewielki, ptaki nawet nie utworzyły charakterystycznej jedynki. Znów było mi dane zobaczyć jak sobie odlatują do miejsc swego zimowego przebywania i znów zrobiło mi się smutno.
Z żurawiami wiąże się jeszcze jedna październikowa historia. Otóż jest takie jedno miejsce na ziemi, które muszę przynajmniej raz w roku zobaczyć. Tam ładuję akumulatory, mogę się zrelaksować i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Tym miejscem są Bieszczady.
Tak więc jedziemy tam sobie najczęściej po sezonie kiedy tak  naprawdę na szlaku można spotkać tylko takich wędrowców co to się nie wybierają w góry w japonkach /fakt autentyczny/, są wyciszeni, skupieni i szukają tam tego samego co my.
To był pierwszy weekend października i zarazem ostatni słoneczny i ciepły niedzielny dzień.
Mała i Wielka Rawka to był nasz cel. Podejście od strony Przełęczy Wyżniańskiej jest dość strome i nie powiem żeby nie sprawiło mi trudności- jak nigdy uciążliwe były dla mnie zmiany ciśnienia. Wciąż w uszach czułam i słyszałam jak wali mi serce.




Jednak satysfakcja, że pokonało się trudności sprawia, iż o wszelkich niedogodnościach szybko się zapomina.
Widoki na górze przecudne: na obie Połoniny Wetlińską i Caryńską, na Tarnicę, na Krzemieniec gdzie stykają się trzy granice - ukraińska, słowacka i polska.





 Posiedzieliśmy na Małej Rawce weszliśmy na Wielką i tam grzejąc się w ostatnich tego roku  promieniach słońca podziwialiśmy przelatujące nad naszymi głowami , liczne klucze żurawi.



Nieopodal na chwilę odpoczynku zatrzymał się także taki oto słodziak ze swoja panią.




Na koniec piękna bieszczadzka panorama autor AndrewLXI



Akumulatory naładowane - powinno wystarczyć do następnego razu.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Pergamanowo - matematycznie i przedświątecznie.

Miałam przestój blogowy i to dość długi za co przepraszam tych co tu ewentualnie zaglądają- licznik coś tam pokazuje więc jakieś zbłąkane dusze wpadną czasem. Ale co tam - pisać będę przede wszystkim dla siebie bo po prostu... lubię. Dzielić się tym co robię i co mam też będę bo po prostu... lubię. Powiedziano kiedyś dawno temu że nie zakopuje się talentów, nie chowa światła pod korcem. Nauczyłam się tego nie robić i całkiem mi z tym dobrze.
Kiedyś wszystkie swoje rękodzielnicze prace chowałam do szuflady. I tylko ona znała ich wartość. Ale jak to w życiu bywa spotkałam ludzi którzy dodali mi pewności siebie, potrafili zachęcić do działania na szerszą skalę. Tym sposobem moja szuflada jest dzisiaj pusta. Nie z powodu mojego nieróbstwa :) - wszystko gdzieś sobie co jakiś czas krąży- nowe rzeczy znajdują swoich nabywców, a w mojej głowie roją się kolejne projekty. Uwielbiam ten krótki niestety czas (bo szybko zasypiam :)) ) kiedy mogę sobie spokojnie pomyśleć właśnie przed snem. Jestem sobie w stanie wyobrazić fakturę kolory zestawienia i wszelkie rozwiązania techniczne jak to jedno z drugim "sklecić" w sensowną całość. Mam całkiem fajną wyobraźnię hihi. Oto kilka nowości przedświątecznych :

-haft matematyczny







-pergamano w zasadzie było nie tylko świąteczne- takie powiedzmy uniwersalne- kwiaty przeciez pasują do wielu okazji 















Taka to oto maleńka próbka - w przygotowaniu są zaproszenia ślubne:



niedziela, 13 marca 2011

Orzechowe sakiewki - wspomnienie karnawałowej rozpusty

Nadrabiam zaległości- praca w pracy mnie pochłonęła całkowicie- wracałam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy cały luty myknął mi przed oczami - ocknęłam się w marcu i to tylko dzięki słońcu., które jest dla mnie wybawieniem. Z wiosną zaczyna we mnie wrzeć życie, które uszło z początkiem stycznia. Dzisiaj w okolicy  naszej przydomowej budki lęgowej zaczęły kręcić się szpaki- a to znak WIOSNA IDZIE !!!
Ostatnia sobota była śliczna- ciepła, słoneczna- powietrze tak pachniało jak nie pachnie o żadnej porze roku jak najlepszy na świecie odświeżacz.
Co marzec powtarza sie ta sama historia- mnie wtedy rozpiera energia- jak szalona sprzątam, wietrzę, piorę chciałabym wszystko zrobic jednocześnie- a szanowny mąż studzi te moje zapędy mamrocząc, że przecież jest zimno, że jeszcze bedą przymrozki, jeszcze śnieg spadnie - a ja na to, że co mnie obchodzi co będzie liczy sie to co teraz - ten cudny czas kiedy ziemia sie budzi- płachty śniegu znikają w oczach, ptaki świergolą jak oszalałe :) a ja wciąż się zastanawiam czy mnie kiedykolwiek to szaleństwo przejdzie- i jak znam siebie to wiem, że nie nastąpi to NIGDY - i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa :))

Nastał też czas Wielkiego Postu- dla mojej rodziny oprócz wydarzenia religijnego to też okres kiedy sobie czegoś odmawiamy. A że wszyscy przepadamy za słodyczami to rezygnacja z nich jest nie lada wyrzeczeniem -przyznam jak na razie idzie gładko - pamiętam taki rok kiedy targana pokusami oszukiwałam organizm wąchając czekoladę. Teraz jest spokojnie - jakoś dajemy radę :)
Żeby zrobić zapas na te 40 dni w niedzielę przed Środą Popielcową zrobiłam ciasteczka wg przepisu Ewy Wachowicz - pani Ewa po ich upieczeniu jak zwykle skosztowała jedno i z błogą miną powiedziała do kamery - pyszne!!! ... i właśnie dokładnie takie one są. Robi się je nietypowo ale krok po kroku opowiem jak. Zanaczam że jest z nimi trochę zabawy, odrobina wprawy przy sklejaniu sakiewek też się przyda.

Orzechowe sakiewki wg Ewy Wachowicz

Składniki:
30 dag mąki
20 dag zimnego masła
5 żółtek
1 łyżka kwaśnej śmietany

[radzę zrobić ciasta przynajmniej z pótorej porcji podanych składników :) ]

Makę posiekać z masłem dodać resztę składników i zagnieść ciasto po czym uformować z niego kuleczki wielkości orzecha włoskiego i schłodzić w lodówce ułożone na deseczce przez 1 godzinę.



Nadzienie sakiewek:
białka  ubić na sztywną pianę dodać 1 łyżkę cukru waniliowego i 15 dag cukru pudru - ubić - do piany dodac 20 dag zmielonych orzechów włoskich - delikatnie wymieszać

kulki wyjąc z lodówki lekko podsypując mąką każdą rozwałkować na cienki w miarę okrągły placuszek. Do środka nakładać farsz orzechowy i formować  sakiewki sklejając górną część.


Układać na blaszce wyłożonej papierem i piec na złoty kolor w temp 180 st C przez 20-25 min.


Po upieczeniu posypać cukrem pudrem.


Przepis został wpisany do mojego niebieskiego segregatora co znaczy: GORĄCO POLECAM!

wtorek, 8 lutego 2011

Jabłecznik - Puszysta Finezja

Prosty w robocie jak przysłowiowy drut- ale zaskakuje smakiem delikatnością i puszystością.
Sprawdzić należy jednak na sobie-przepis mam od tygodnia- a robiłam go juz 3 razy.
Biszkopt:4 jajka
1/2 szkl cukru
1/2 szkl mąki pszennej
1/2 szkl maki kartoflanej
pół łyżeczki proszkiu do pieczenia

Masa jabłkowa:1 kg smacznych jabłek
1 szkl cukru kryształu
3 szkl wody
2 budynie waniliowe bez cukru (Winiary)

Puszysta finezja:2 opakowania
Bitej śmietany "Winiary"
400 ml zimnego mleka
1 galaretka cytrynowa (Winiary)

do posypania starta gorzka czekolada
Biszkopt:
Ubić pianę z białek, utrwalić cukrem, nadal ubijać dodając po jednym żółtku. Na koniec połaczyć obie mąki z proszkiem do pieczenia i przesiewając dodawać do masy- delikatnie wymieszać. Upiec na dużej dece.

Masa jabłkowa
2 szkl wody zagotować z cukrem, jabłka obrać i pokroić w cienką kostkę, wrzucic do syropu i obgotować 5 min.
W 1 szkl wody rozmieszać 2 budynie wlać do jabłek, zagotować i jeszcze ciepłe wylać na zimny biszkopt - wystudzić

Puszysta Finezja
Galaretkę cytrynową rozpuścić w niecałej szkl wrzątku wystudzić aby zaczęła tężeć.
Bitą śmietanę Winiary przygotować wg opisu na opakowaniu pod koniec ubijania dodawać tężejącą galaretkę. Gotową masę wylać na jabłka - posypać starta czekoladą i schłodzić.

Polecam :)



czwartek, 3 lutego 2011

Kokosowy wafel z Michałkami

Coś dla miłośników kokosu- bo ten specjał pachnie i smakuje jak batonik bounty.


Masa kokosowa
25 dag kokosu
3szkl mleka
1,5 szkl cukru
cukier wanilinowy
mleko cukier i cukier wanilinowy gotować na małym ogniu do jasno kremowego koloru (ok 1,5 - 2 godz.)
do gotującej sie masy wsypać kokos i jeszcze chwile gotować, często mieszając a nastepnie ostudzić

20 dag masła
1 namoczona w mleku bułka pszenna - odcisnąć i zmielic przez maszynkę

masło utrzeć na puszystą masę dodać zmieloną bułkę , utrzeć- następnie dodawać masę kokosową i dokładnie połączyć mikserem

Masa kakaowa
3 jaja
1 szkl cukru
20 dag masła
1- łyżki spirytusu
15 szt czekoladek Michałki - starte na tarce
bakalie ( pokrojona drobno czekolada z orzechami, rodzynki)

jajka ubić na parze z cukrem - ostudzić
masło utrzeć i dodawać po łyżce masę jajeczną, dodać spirytus, starte michałki i pokrojone bakalie - dobrze wymieszać

Pierwszy wafel przełożyć połową masy kakaowej, przykryć waflem, nałożyć całą masę kokosową, trzeci płat wafla, reszta masy kakaowej i czwarty wafel.
Obciążyć deseczką i zostawić aby stężał.
Słodki, kokosowy pysznyyyyy

wtorek, 18 stycznia 2011

Drobiowe udka w miodzie z sosem sojowym.

Nie cierpię smaku słodkiego tam gdzie go być w moim przekonaniu  raczej nie powinno. Więc nie przepadam za sałatkami z ananasem czy rodzynkami- i od dziecka nie znoszę połączenia mięty z czekoladą - ale to taka dygresja- bo nie o mięcie będzie i nie o czekoladzie.
Smak słodki przypisany jest przez mój mózg -jedynie do deserów i napojów. Koniec i basta.
I tak sobie żyłam w tym błogim przekonaniu obserwując z lekkim skrzywieniem jak ślubny delektuje się sałatką z kurczakiem i ananasem której sama w domu nie robię i na którą to zdarza się trafić kiedy jesteśmy na występach gościnnych u rodziny i znajomych.
No więc miód i mięso hmm ewentualnie w czasie grillowania żeberek czy skrzydełek coby glazurka ładna była. Do czasu moi drodzy kiedy Ewa Wachowicz pokazała ten przepis w TV. Zrobiłam raz potem drugi itd... Przepis poszedł w świat - w pracy, w rodzinie i nawet za Wielką Wodą przyjął się równie szybko jak u mnie w domu.
Prosty, szybki i..... mniamniuśny. A zatem potrzebujemy:

2 łyżki masła
3 łyżki miodu jasnego
6 łyżek ciemnego sosu sojowego
5-6 szt kurzych udek - przecinam je na połowy

patelnia o grubym dnie z przykrywą

masło roztapiamy dokładamy sos sojowy i jak ta mieszanina zacznie wrzeć dolewamy miód- wszystko razem dokładnie mieszamy - umyte i osuszone udka wkładamy na patelnię na początek skórką do dołu i przykrywamy pokrywą- od czasu do czasu obracamy mięso i dusimy do miękkości - pod koniec duszenia należy zdjąć pokrywkę i pozwolić aby sos trochę się zredukował.

Udka mają wyśmienity smak- słoność i pikanterię od sosu sojowego i delikatną nutę słodyczy od miodu. Miód karmelizuje się i pokrywa mięso - wygląda ono jak pieczone, a w rzeczywistości jest mięsem duszonym więc zdrowszym. Polecam :)


sobota, 15 stycznia 2011

Makaron w śmietanowym sosie na boczku i suszonych pomidorach.

Hi hi to się Tadeusz ucieszy jeśli tu zajrzy- danie tak kaloryczne że głowa boli toć tu 0,5l śmietanki 30% w roli głównej występuje. Ale co tam. Dwie łyżki klusków w śmietanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Proporcje które podaję stanowią dośc pokaźną patelnię makaronu - ale u mnie  dzisiaj przy stole troszkę towarzystwa głodnego siedziało. Przepis wyszukany na Wielkim Żarciu u użtkownika "barb" Polecam te dobroci.
Potrzebujemy

Składnniki:
Paczka makaronu (kolanka lub rurki),- my lubimy świderki
pół słoiczka pokrojonych drobno suszonych pomidorów z oliwy
1/2 litra smietanki 30%, - słodkiej
25 dkg wędzonego boczku pokrojonego w kostkę
nieco utartego sera (romano lub parmezan)-dodałam utarty ser żółty- niestety zapach parmezanu mnie zabija
sól pieprz do smaku
Boczek rumienimy na lekko chrupiące lecz nie zesmażone skwareczki, wrzucamy do tego pomidory, podlewamy śmietanką i doprowadzamy do wrzenia. Na końcu wsypujemy ser dokładnie mieszamy i doprawiamy do smaku.
Makaron gotujemy w osolonej wodzie- odcedzamy i wrzucamy do gorącego sosu. Mieszamy dokładnie i gotowe. Szybko sprawnie i pysznie.
Poniżej trzy etapy powstawania tej potrawy.




A wieczorkiem chruścik się smażyło. Ostała się po nim tylko fotka.





sobota, 8 stycznia 2011

Roladki schabowe z niespodzianką

Roladka schabowa - rzecz prosta - nadzienie może być różne - zazwyczaj bywało u mnie nader tradycyjne - aż do dzisiaj- albowiem pod wpływem swego ślubnego (cyt. "zjadłbym coś takiego wiesz...") powzięłam decyzję o zrobieniu tego "takiego wiesz..." - ogólnie rzecz ujmując po takim wstępie przerzucam nagromadzone przepisy i w stercie świstków - czyli nie wpisanych porządnie do segregatora przepisów, które w takiej postaci czekają na wypróbowanie, znalazłam owe pyszne cudo.
Niespodzianką jest farsz którym mięso jest nadziane, a głównymi jego składnikami są chrzan i orzechy włoskie. Dziwne zestawienie na pierwszy rzut oka ale zapewniam smak wyborny. Więc dzielę się przepisem może ktoś się skusi.

Składniki:
ok 50 dag schabu bez kości - porcja na ok 8 roladek
farsz
20 dag drobno posiekanych orzechów włoskich
1 jajko - roztrzepane
3 łyżki chrzanu
3 łyżki kwaśnej śmietany
10 dag drobno startego żółtego sera (użyłam Goudy)

vegeta, sól, pieprz, szczypta cukru,
2 jajka, bułka tarta, olej do smażenia

Schab pokroić na kawałki - raczej odrobinę cieńsze niż na zwykłe schabowe, rozbić na cienkie plastry (rozbijałam przez woreczek foliowy)- rozłożyć na deseczce i oprószyć solą i pieprzem z jednej strony. Składniki farszu  dokładnie wymieszać i doprawić solą, pieprzem, vegetą i szczyptą cukru dla lekkiego zbalansowania ostrości chrzanu.
Przygotowanym farszem posmarować plastry schabu zwinąć roladki i pospinać wykałaczkami.
Roztrzepać 2 jajka z vegetą- zanurzać roladki w jajku i panierować w bułce tartej. Następnie smażyć na oleju ze wszystkich stron na rumiano. Podawać np z ziemniaczkami i surówką. Naprawdę jest to pyszne danie obiadowe. Polecam.
I jak powiedział ślubny "i o to chodziło" :))




niedziela, 2 stycznia 2011

Rożek obfitości

Cóż można ofiarować młodemu, prężnemu, bedącemu w nieustannej potrzebie finansowej - osiemnastoletniemu mężczyźnie - rożek obfitości oczywiscie- czyli niebanalnie opakowana kasa i najlepsze życzenia na dokładkę.



wtorek, 28 grudnia 2010

Sałatka z bitą śmietaną

To jest hicior wśród sałatek. Doskonała do wędlinki - pyszna z samym chlebkiem.
Robię ją już od dawna i wciąż rozdaję przepisy. A prosty ci on, ten przepis znaczy jak mało co.

SKŁADNIKI:
10 jaj ugotowanych na twardo i pokrojonych w 8
średni słoik ogórków korniszonów pokrojonych w cienkie plasterki (ja to robię na małej szatkownicy)
2 średnie cebule pokrojone w kostkę i sparzone
pojemniczek śmietany 30% kwaśnej dobrze schłodzonej -ten większy- można dać niecały
średni słoiczek majonezu- używam osobiście tylko Kielecki - ale dacie jaki kto lubi
jedna czubata łyżeczka koncentratu pomidorowego z puszki np. Pudliszki
sól pieprz i cukier do smaku

Jaja, ogórki i cebule wrzucić do miski- w osobnym naczyniu ubić na sztywno śmietanę dołożyć majonezu ( w zależności jak lubicie cały lub większe pół słoika) do tego dodać przecier pomidorowy i połączyć delikatnie mikserem. Sos śmietanowo-majonezowy doprawić do smaku szczyptą cukru, solą i pieprzem. Zalać nim przygotowane jajka wymieszać delikatnie i wstawić do lodówki. Sałatkę robimy niedługo przed podaniem ale proszę się nie obawiać nie podchodzi wodą i naprawdę jest doskonała w smaku. To jest duża porcja - można ją oczywiście modyfikować wg potrzeb.




środa, 22 grudnia 2010

Boże Narodzenie 2010

Maleńka Miłość w żłobie śpi
Maleńka Miłość przy Matce Świętej
Dziś cała ziemia i niebo lśni
Dla tej Miłości Maleńkiej


Nadchodzi czas Świąt Bożego Narodzenia – życzę więc
Wam drodzy moi zdrowia, spełnienia marzeń,
oraz tej cudnej umiejętności dostrzegania piękna
w codzienności i w drugim człowieku.

Radosnego przeżywania świątecznych chwil w gronie najbliższych oraz wkroczenia z nadzieją w Nowy Rok.

Z serdecznymi uściskami
Agata

 

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Sernik franciszkański

Zajęta jestem do granic możliwości- pracą, domem, zakupami i ... katarem, który rozczęstowała w domu mamunia. Jedynie ślubny się wybronił- choć po porannym basenie wieczorem kichał siarczyście, więc pewnie i on się podda.
Mimo nawału obowiązków postanowiłam wrzucić pewien smakołyk którym można uraczyć świątecznych gości. Odrobina wprawy potrzebna przy manipulacji ciastami- niektórzy się skarżyli że kruche jest bardzo kruche- no kurka siwa jak kruche to kruche i już - ale jak widać na fotkach poniżej idzie nad nim zapanować
Przepis pochodzi z pewnej zaprzyjaźnionej kuchni z klasztoru franciszkańskiego.
Serdecznie polecam- ciasto jest naprawdę przepyszne.

Ciasto kruche: 
45 dkg mąki
4 żółtka
3/4 szkl cukru pudru
25 dkg margaryny
1 łyżeczka proszku do pieczenia


Ser:
1kg sera (mielony dwukrotnie lub z wiadereczka)
40 dkg cukru
25 dkg masła (lub pół na pół z margaryną)
10 jaj
1 łyżka mąki kartoflanej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy

Masa: 
2 żółtka
1/2 szkl cukru pudru
1 łyżka mąki kartoflanej
1 łyżka mąki zwykłej
1 szkl wrzącego mleka
1/2 kostki masła lub margaryny


powidło śliwkowe

Polewa:
10 dkg margaryny
10 dkg cukru pudru
2 łyzki mleka
2-3 łyżek kakao
1 łyżka mąki kartoflanej



Ciasto kruche: Z podanych  składników zagnieść ciasto  i upiec dwa placki.
(20 min w 180* C)

Ser: Masło utrzeć z cukrem na puch, dodawać po jednym żółtku oraz łyżce sera. Dokładnie utrzeć, na końcu dodać proszek do pieczenia mąkę i cukier waniliowy oraz pianę z ubitych białek.Ciasto wylać do formy i upiec. Po wystudzeniu wyjąć na deseczkę.

Masa: Żółtka, cukier puder i obie mąki utrzeć dokładnie. Do utartej masy dodawać po odrobinie wrzące mleko i ciagle mieszać rozprowadzając składniki. Po dokładnym wymieszaniu budyń zagotować - ciągle mieszać aby nie przywarł do dna garnka.
Nastepnie należy go dobrze wystudzić i utrzeć z 1/2 kostki margaryny


Polewa czekoladowa  Wszystkie składniki połączyć ze sobą w garnku- postawić garnek na małym ogniu i mieszając doprowadzić do jednolitej czekoladowej masy
UWAGA! - nie dopuszczać do wrzenia -tylko rozpuścić na ciepło - przestudzić
Polewa ma szklisty czekoladowy kolor i pięknie zastyga. Polecam.


Złożenie ciasta Jeden placek kruchy posmarować powidłem śliwkowym, nałożyć upieczony ser, nastepnie posmarować go masą budyniową, na masę wyłożyć drugi kruchy placek. Całość oblać polewą czekoladową.